moje pierwsze spotkanie z moim mieszkaniem

housing cultures / kultury mieszkaniowe


Go to content

moje pierwsze spotkanie z moim mieszkaniem

Texts / Teksty

Moje pierwsze spotkania z moim mieszkaniem


Ciągle intryguje mnie kilka pierwszych dnia (a może tygodni), które spędziłem sam z moim mieszkaniem. Ten dziwny czas rozpoczął się w dniu wyprowadzenia się z mieszkania moich najbliższych - rodziców, siostry i psa. Choć przygotowywałem się do tej chwili od dłuższego czasu, ich zniknięcie pamiętam jako nagłe i niespodziewane. Oprócz pustki i braku przeplatanych specyficzną radością ogarnęło mnie nieoczekiwane uczycie dyskomfortu z przebywania w tej, jednak mojej, przestrzeni. Będąc w domu, nie mogłem znaleźć kroków, straciłem swobodę ruchów, chybotałem się z niezdecydowania przechodząc z jednego pokoju do drugiego albo obijałem o ściany, bo nagle robiłem dziwny ruch, który nie pasował do tego otoczenia. Czułem się źle, nieprzyjemnie i niewygodnie. Dziwiłem się, bo mój pokój nagle stał się dla mnie obcy. Zresztą tak samo czułem się w obecności innych przedmiotów, które do czasu ich wyprowadzki kryły się w rutynie i monotonii dnia codziennego. Nagle zaczęło im czegoś brakować a ja, nie potrafiłem ich już swobodnie i nieświadomie używać. Stały się niezdefiniowane, nieokreślone, obce. Jednocześnie ogarniały mnie różnorodne chęci jakby zapoznania się na nowo z domem: wwąchiwałem się zapachy każdego pokoju, stawałem na taborecie, żeby przez dłuższy czas obserwować szczyty mebli albo klęczałem, żeby wpatrywać się w podłogę, koczowałem z materacem raz w jednym raz w drugim pokoju, spałem na przedpokoju i balkonie. Pojawiła się magiczna potrzeba dotykania wszystkiego, ocierania się o przedmioty, przyglądania się im długimi chwilami, jakby zastanawiając, czym tak naprawdę są. Tak powoli uczyłem się być tu na nowo. Na nowo używać kuchni (już nie sfery mamy, ale mojej), na nowo siedzieć w fotelu przed telewizorem (przestał to być fotel taty, ale siedząc na jego miejscu długi czas czułem się nieswojo, jak gdybym siedział na nim), zdecydowanie wchodzić do łazienki (przecież i tak nikogo nie mogło tam być), a nie nieśmiało zerkać, czy może pomimo zgaszonego światła jest ktoś w środku? Poznawałem mieszkanie na nowo, a zarazem czułem, że przecież znam je już od tak dawna.

Powoli zaczynało do mnie docierać, że wyprowadzając się zabrali ze sobą całe mieszkanie. Zniknął ten ich specyficzny sposób bycia z nim, z każdym jego małym przedmiotem, o którym nigdy się nie rozmawiało, ale widziało kątem oka. Pozostałem sam z nagimi przedmiotami, tylko częściowo wypełnionymi moją obecnością. Przedtem używałem ich razem z nimi, używaliśmy wszystkiego wspólnie, tworząc nieodgadnioną konstelację ruchów, wyminięć i zderzeń. Zdałem sobie sprawę, że bez nich wszystko stał się inne; każdy przedmiot stracił coś, i teraz ja w każdej chwili bycia z nim zaczynałem dawać mu to na nowo.


kultury mieszkaniowe / housing cultures | mjewdokimow2000@yahoo.co.uk

Back to content | Back to main menu